Jak wybrać domenę internetową dla swojej firmy? | KISS digital

Przemysław Ćwik

Senior Editor.

30 July 2020

Domena dla startupu. Czym jest, jak ją wybrać i skąd ją wziąć?

postMainImage

Odpalam nowy biznes! Oczywiście w internecie, więc potrzebna będzie strona. Tym się zajmą fachowcy, ale najpierw muszę jakoś nazwać ten interes. No i zarejestrować domenę internetową. To chyba proste, nie? Pewnie. Wystarczy tylko wiedzieć, jak to się robi – i jak tego robić nie należy.

Domena internetowa to prosty twór. Nazwa, kropka i końcówka. Na przykład kissdigital.com lub kissdigital.pl. Końcówka czasem składa się z dwóch członów, np. .com.pl, ale częściej z jednego. Wielu osobom ta wiedza wystarczy do szczęścia. Szczególnie jeśli nie uruchamiają nowego biznesu – lub go nie nazywają. Jeśli uruchamiają (lub nazywają), na temat domen powinni wiedzieć nieco więcej. Ewentualnie zdać się na wsparcie tych, którzy taką wiedzę posiadają. Z poprawką na to, że cennej domeny nigdy nikomu nie należy oddawać pod kontrolę. Pod żadnym pozorem.

Od zera do miliona. Dlaczego jedne domeny są „za darmo”, a inne za krocie?

Domeny internetowe to temat rzeka. Trudno wyczerpać go w jednym tekście, więc część wątków zostawiamy na inne okazje. Na dobry początek skupimy się na sprawach zasadniczych. Zacznijmy od tego, co zwykle budzi największe zainteresowanie w kontekście adresów internetowych, czyli ich wartości. No bo jak to jest, że jedne kosztują 0 zł, a inne 10 milionów dolarów?

Przyczyną tej rozbieżności jest nie tylko jakość poszczególnych domen, czyli ich rynkowa atrakcyjność, ale również ich unikalność. Sprawę najłatwiej zilustrować za pomocą analogii, np. z rynkiem dzieł sztuki. Przykładowo: za oleodruk zakupiony u ulicznego malarza zapłacimy, powiedzmy, 300 zł. Nieco więcej, bo 81,3 miliona dolarów, kosztował „Rolnik w polu” Vincenta van Gogha sprzedany na aukcji w 2017 r. Gdyby vangoghi – identyczne z oryginałami – można było produkować seryjnie, od ich cen odpadłoby kilka zer.

Z domenami jest podobnie. Adresy w rodzaju Voice.com (30 milionów USD), Sex.com (14 milionów USD) czy Fund.com (9 999 950 USD) są unikalne i niemożliwe do powielenia. Istnieją wprawdzie sposoby na „podrabianie” niektórych domen przez wykorzystanie znaków IDN, ale to działanie na krótką metę (zazwyczaj do celów phishingowych) i temat na inną okazję.

W praktyce każda domena to unikat. Jeśli jest atrakcyjna z rynkowego punktu widzenia, najprawdopodobniej jest zajęta i może – lecz nie musi – być dostępna do odkupienia za wysoką cenę. Podobnie jak dzieła sztuki.

Adres, którego nie możesz mieć na własność

Z domenami, które nie są zajęte sprawa wygląda znacznie prościej. Można je zarejestrować. W niektórych przypadkach za 0 zł – bo i takie „ceny” można spotkać w ofercie rejestratorów. W praktyce jest to marketingowy trick, polegający na tym, że klient oszczędza na kosztach rejestracji, ale płaci z nawiązką za przedłużenie nazwy na kolejny rok.

Bo domenę trzeba przedłużać. Nigdy nie posiądziemy jej na własność – możemy jedynie mieć ją w abonamencie. Najczęściej należność reguluje się co roku, choć w przypadku końcówki .pl nazwy można opłacać na dziesięć lat. Ma to sens o tyle, że nie trzeba każdego roku pamiętać o ich odnawianiu. A nieodnowiona domena wygasa i może zostać przejęta przez kogoś, kto nie zechce nam jej oddać.

W praktyce utrata aktywnej domeny, pod którą działa serwis internetowy, nie jest łatwa. Rejestratorzy kilkakrotnie przypominają o konieczności jej odnowienia w korespondencji mailowej. Nawet jeśli wiadomości umkną naszej uwadze, zapewne zorientujemy się, że nie działa nasza strona firmowa www. Na szczęście wciąż będziemy mieli mnóstwo czasu, by naprawić błąd i odnowić adres. Nie wchodzimy tu w szczegóły całego procesu. Zainteresowani cyklem życia domeny mogą zapoznać się z jego graficzną prezentacją na stronie DNS.pl.

Uwaga, szczegóły techniczne! Czyli z czego składa się adres www

Zanim pójdziemy dalej, musimy omówić szczegóły techniczne. Trzeba to zrobić, by uniknąć niejasności, które zapewne już się pojawiły. Na przykład w związku z terminologią. No bo czym właściwie jest domena, czym nazwa, czym adres, a czym końcówka, no i kto to są ci rejestratorzy? Ale po kolei.

Domeny internetowe stanowią – mówiąc w uproszczeniu – elementy składowe DNS (Domain Name System), czyli systemu nazw domen. To hierarchiczne i rozproszone „uniwersum”, które umożliwia tłumaczenie trudnych do zapamiętania, złożonych z cyfr adresów IP na nazwy mnemoniczne (łatwiejsze do zapamiętania), takie jak kissdigital.com.

Struktura DNS – a ściślej: układ zależności między domenami wchodzącymi w skład systemu – ma postać drzewa. Jego wierzchołek stanowi tzw. strefa root. To z niej „wyrastają” kolejne rozgałęzienia w postaci domen najwyższego poziomu (ang. top level domain, w skrócie TLD), określanych często jako końcówki lub rozszerzenia. Z kolei z TLD „wyrastają” domeny drugiego poziomu, czyli nazwy.

Przykładowo w kissdigital.com „.com” jest TLD, czyli domeną najwyższego poziomu, a „kissdigital” domeną drugiego poziomu, czyli nazwą. „Nazwa”, „końcówka”, a nawet (w niektórych użyciach) „domena” to określenia potoczne, używane w praktyce marketingowej. Często zresztą wieloznacznie, bo mianem domeny, w zależności od kontekstu, określa się samą nazwę, samą końcówkę lub cały adres. Przy czym cały adres w sensie ścisłym to URL (ang. Uniform Resource Locator), czyli „lokalizator zasobów”. URL odnoszący się do strony WWW obejmuje protokół HTTP(S), adres serwera (nazwa i końcówka) oraz, w przypadku podstron, ścieżkę prowadzącą do zasobu (część adresu po slashu „/”). Może również zawierać inne komponenty, ale już nie komplikujmy sprawy...

Wróćmy do systemu nazw domen. Zgodnie z fachową terminologią każdy z poziomów „drzewa” DNS to węzeł (ang. node). Tekstową reprezentacją węzła jest etykieta, oddzielana kropką od etykiety wyższego poziomu. Etykietą jest więc zarówno „com”, jak i „kissdigital” – tyle że pierwsza stanowi etykietę węzła/domeny najwyższego poziomu, a druga jest etykietą węzła/domeny drugiego poziomu.

W przypadku adresów z końcówkami złożonymi, takimi jak .com.pl, „com” stanowi etykietę węzła drugiego poziomu, ale nie jest nazwą domeny. To (sub)domena zastrzeżona przez rejestr i udostępniana do rejestracji nazw wyłącznie w formacie przykladowanazwa.com.pl. Na podobnej zasadzie możemy stworzyć subdomenę we własnej domenie, np. blog.kissdigital.com. W tej konstrukcji człon .blog. byłby domeną trzeciego poziomu.

Ile poziomów domeny można stworzyć? To zależy. Maksymalna liczba znaków ASCII składających się na domenę wynosi 253 z uwzględnieniem kropek. Teoretycznie można więc stworzyć 127 poziomów adresu. Ale to niuanse, w które nie chcemy tutaj brnąć.

Dlaczego w ogóle katujemy was tymi informacjami? Bo zrozumienie powyższych zależności nie wymaga heroicznego wysiłku, a pomaga zorientować się w sposobie działania domen i podejmować trafniejsze decyzje w kwestii ich wyboru.

Końcówka domenowa: funkcjonalna czy krajowa?

Wracamy do spraw praktycznych – i omawiamy je zgodnie z hierarchią DNS, czyli zaczynając od TLD. Końcówki dzielą się na krajowe (ccTLD) i funkcjonalne (gTLD). Są jeszcze inne odmiany i sposoby ich klasyfikacji, ale w tym kontekście nie są one istotne. Te pierwsze przypisane są do poszczególnych państw lub terytoriów zależnych. Taką domeną jest np. .pl.

Domeny funkcjonalne to przykładowo .com, .net, .biz. Do tej kategorii zaliczają się również tzw. nowe domeny, takie jak .top, .site, .online, .tech i in. To rozszerzenia, które zaczęły trafiać na rynek w 2014 r. Ich pełne zestawienie wraz z danymi na temat liczby zarejestrowanych w nich nazw oraz masą innych statystyk można znaleźć na stronie ntldstats.com.

Wybór jest ogromny. Kluczowe pytanie brzmi: jak odsiać ziarno od plew i wybrać końcówkę optymalną dla danego biznesu? Krótka odpowiedź jest następująca: na rynku globalnym najcenniejszą TLD jest .com, na rynku polskim – .pl. Idealne rozwiązanie dla biznesu to stworzenie nazwy, która jest dostępna w obu rozszerzeniach – i jej zarejestrowanie w obu wariantach. Gdy mamy „zaklepane” te dwie końcówki, wszystkie pozostałe mają niewielkie znaczenie.

Co zrobić, gdy „moja” nazwa jest niedostępna do rejestracji?

Takie rozwiązanie to marzenie, choć często nieziszczalne. Niemal wszystkie cenne nazwy słownikowe są od dawna zajęte w obu wymienionych rozszerzeniach. Wyjściem z sytuacji może być:

To ostatnie rozwiązanie wydaje się najprostsze, a jednak jest najbardziej ryzykowne. Jeśli bowiem pod adresem z analogiczną nazwą, ale w cenniejszej domenie działa konkurencyjna marka, wybór innej TLD może być strzałem w stopę. Dla jasności: nie zdecydowalibyśmy się na adres kissdigital.co lub kissdigital.io, jeśli w rozszerzeniu .com działałaby inna firma technologiczna o tej samej nazwie. Z kolei jeśli adres jest zaparkowany lub wystawiony na giełdzie, może wpaść w ręce nabywcy, który zechce wykorzystać go do celów sprzecznych z naszym interesem.

Dlatego najkorzystniej jest zdobyć nazwę w najlepszej domenie z punktu widzenia działalności przedsiębiorstwa. W przypadku firmy funkcjonującej na rynku polskim i zagranicznym optymalnymi TLD są .com i .pl. To rozwiązanie idealne w naszej sytuacji – dlatego zadbaliśmy o adresy w domenie .com oraz z końcówką .pl. Ten drugi przekierowaliśmy na wersję globalną.

Jednak biznesy działające w wąskiej branży lub na niewielką skalę z powodzeniem mogą korzystać z innych końcówek. Przykładowo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby lokalny sklep rowerowy stworzył firmową witrynę pod adresem w rozszerzeniu .bike.

Adres doskonały. Jak wybrać idealną nazwę domeny?

A teraz przejdźmy na drugi poziom. Pomińmy jednak subdomeny, w rozumieniu rozszerzeń dwuczłonowych w rodzaju .com.pl czy .biz.pl. W większości przypadków nie warto ich brać pod uwagę. To końcówki o niskiej wartości, których zazwyczaj lepiej unikać, m.in. z powodów opisanych wyżej (są jednak „spektakularne” wyjątki, w których ten mankament jest „mniejszym złem”, jak przypadek Pekao.com.pl, ale tu sprawa jest bardziej złożona).

Najczęstszy wyjątek od tej „reguły” stanowią rozszerzenia krajowe, w których drugi poziom jest zablokowany przez rejestr (do niedawna ten model funkcjonował w rejestrze brytyjskiej ccTLD). Zasadniczo jednak na drugim poziome adresu powinna znaleźć się nazwa, czyli brand. Tylko jak go stworzyć?

Tu sprawa robi się skomplikowana. Zagadnienie kreacji marek wykracza poza temat niniejszego tekstu. Warto jednak wspomnieć o kilku zasadach, którymi posługują się domainerzy podczas poszukiwania cennych adresów do celów inwestycyjnych. Warto o tyle, że w obecnych czasach brand jest w dużym stopniu tożsamy z domeną internetową i trudno myśleć o kreacji marki, nieuwzględniając tego, z jaką TLD ją powiążemy.

Zgodnie z praktycznymi wytycznymi domainingu wartościowy adres to taki, który:

To ostatnie zastrzeżenie dotyczy liter takich, jak ą, ę, ó itp. oraz znaków z innych alfabetów, narodowych np. ü, ö, ä. Oczywiście nie są one „zakazane”, a ich wykorzystanie nie stanowi poważnego błędu w sztuce. Generalnie jednak nazwy wolne od znaków diakrytycznych są bardziej sugestywne i łatwiej „przyswajalne”, szczególnie dla odbiorców zagranicznych. Gdy jednak decydujemy się na nazwę ze znakiem lub znakami narodowymi, tzw. domenę IDN, koniecznie powinniśmy zadbać o rejestrację wariantu tej samej nazwy bez znaków narodowych. Przykładowo wybierając domenę ąę.pl, musimy również zaopatrzyć się w adres ae.pl. Bez tego drugiego nie ma sensu nawet kiwać palcem z zamiarem tworzenia strony lub rozwijania marki.

Warto wyjaśnić jeszcze jedną kwestię. Domainerzy preferują nazwy słownikowe, a szczególnie tzw. generyczne, odnoszące się do określonych produktów lub usług. W przypadku domen przeznaczonych na brand ta opcja nie wydaje się „najszczęśliwsza”.

No bo czy software house zajmujący się projektowaniem aplikacji powinien nazywać się Aplikacje i działać pod adresem Aplikacje.pl? Wydaje się, że niekoniecznie.

Jak zarejestrować domenę internetową?

Skoro już wiadomo – przynajmniej z grubsza – co rejestrować, a czego nie, warto pokrótce wyjaśnić, jak to się robi. Do tego celu potrzebny jest nam rejestrator. To firma będąca partnerem rejestru, która posiada akredytację umożliwiającą rejestrację adresów na zlecenie klienta, czyli użytkownika końcowego. Z kolei rejestr jest instytucją zarządzającą TLD i zazwyczaj nie zajmuje się bezpośrednią obsługą abonentów (NASK, rejestr domeny .pl, przestał to robić w 2015 r.). Ten obowiązek – a raczej przywilej – przekazuje odpłatnie podmiotom prywatnym, które spełniają określone wymagania.

Oczywiście nie będziemy podpowiadać, u jakiego rejestratora warto założyć konto w celu dokonania rejestracji domeny. Podpowiemy tylko, że przed dokonaniem wyboru usługodawcy warto zwrócić uwagę na kilka czynników, m.in.:

Ale spokojnie! Dla abonenta, który zamierza utrzymywać jedynie adres firmowy lub kilka jego wariantów, większość różnic w ofertach rejestratorów będzie miała marginalne znaczenie. Szczególnie dwa ostatnie kryteria przeznaczone są dla bardziej „ambitnych” użytkowników, chcących korzystać z szerszego spektrum możliwości, jakie daje rynek domen.

Z pewnością jednak warto zapoznać się z opiniami na temat dostawcy usług rejestracyjnych. Lepiej też korzystać z firm bardziej doświadczonych i rozpoznawalnych, które dbają o reputację. Na wszelki wypadek.

Last but not least, warto zapoznać się również ze szczegółami oferty hostingu u wybranego rejestratora. Wygodniej jest korzystać z obu usług – rejestracji i hostingu – u jednego dostawcy.

I już naprawdę ostatnia uwaga: po rejestracji domeny warto utworzyć dla niej protokół HTTPS. Zapewni on stronie nie tylko większe bezpieczeństwo, ale również wyższą pozycję w wynikach Google. Ale to już naprawdę temat na inny tekst.

Jeśli szukasz partnera z doświadczeniem w realizacji kompleksowych projektów internetowych, który wesprze twoje przedsięwzięcie nie tylko od strony technologicznej, ale również wizerunkowej – porozmawiajmy!

Przemysław Ćwik

Senior Editor.